Apprehendi me manum tuam in tenebris

Wnet zamknął swe oczy dla niepoznaki,
i poczuł w sobie czyjeś w pobliżu oznaki.
Bał się, a ręce mu drgały,
ale serce biło w rytm i zamknięte miał wciąż gały.
Wyciągnął dłoń zza siebie
i poczuł ze prowadzi w ciemności Ciebie.
Szedł z nią naprzód w mroku,
nie dając światłu w oku.
Ona stała zza nim i szła w krok,
pomagała mu tak przez następny rok.
Nie wiedząc co jest dalej,
szli we dwoje wzdłuż kolejnych alej.
Wtem poczuł, że coś traci,
lecz to ona po swej twarzy się gładzi.
Spojrzał na nią i oddech wstrzymał,
złapał ją i podtrzymał.
Podniósł ją i trzymał razem,
nie zostawił jej i zakrył uszy przed hałasem.
W końcu wyszli nosząc ją na rękach,
pomyślał ze przeszedł z nią w ponurych mękach.
Teraz jej nie zostawi,
przed wszystkimi za nią się postawi,
i po twarzy znów ją pogładzi,
i po galerii z nią połazi.
Uśmiechać się do niej będzie zawsze,
i chwytać w dłoni coś najcenniejsze…
Mógłbym zawsze zamknąć swe oczy,
a ona go zawsze w czymś zaskoczy. ?